października 06, 2017

Zadania domowe



Co tak naprawdę myślę o zadaniach domowych?
Nie gniewam się na nauczycieli, że je zadają. Celem prac domowych jest wspomaganie nauczyciela w jego pracy dydaktycznej. Ale czy to dla niego się uczą się dzieci? W ostatnim czasie coraz więcej i częściej słyszę o głosach sprzeciwu wobec zadań, i sądząc powierzchownie zadania są stratą czasu, co więcej kolidują z rodzinnymi okolicznościami, planami itp. A ja w zadaniach domowych widzę plusy. Moim zdaniem uczą systematyczności, organizacji pracy, odpowiedzialności. Jeśli teraz nauczę swoje dziecko obowiązku wykonywania zadań szkolnych, później przełoży się to na naukę w klasach starszych, podejście do studiów a w konsekwencji i pracy. Tak to dzisiaj widzę. Poza tym wiem, że to jest nasz czas, wspólny, kiedy jej pomagam, wiem, że nie zostawiam jej samej. Zresztą nie mogę jej zostawić, bo druga strona medalu tej sprawy to totalne lenistwo mojej kochanej córeczki. Gdybym tylko pozwoliła jej na odrobinę luzu, skorzystałaby z tego dobrodziejstwa na maksa. U nas musi być to system i proces. Współpraca.  I tu się pojawia kwestia czy dziecko, nawet jeśli ma zadania domowe, powinno odrabiać je samodzielnie czy z pomocą rodzica. Czy powinien on ingerować w lekcje? Jeśli pozostawiałbym córkę z zadaniem do wykonania przez nią samodzielnie mam dwie różne opcje: sukces lub porażka. A lenistwo jest gorsze od głupoty, dlatego wolę delikatnie ją kontrolować: zaczynamy czytać treść, omawiamy i później pozostawiam jej czas do wypełnienia. Pierwszeństwo w rozwiązaniu zadania ma dziecko. Ja jestem tłem. Są czasem nerwy, złość, a czasem jest po prostu ok. Ale dzięki tym sytuacjom wiem na jakim rzeczywiście jest poziome rozumienia zadań. Znam jej podejście do materiału. Wiem, czy czy szóstka z ćwiczeń klasowych jest wynikiem autentycznych umiejętności czy zeza do kolegi. I wiem to nie z opowieści nauczyciela, które mają charakter subiektywny, lecz dlatego, że poświęcam jej mój czas.Dla mnie to ważne. Zadania domowe z drugiej strony potrafią wywołać rozdrażnienie, nie ukrywam, że czasem jestem niezadowolona, bo miałam plany na popołudnie a tu kilka zadań do przerobienia z matmy. Staram się to jakoś w głowie przewartościować. Jeśli następnego dnia dostanie negatywną ocenę ale wiedziałyśmy obie, że tak będzie, bo szykuje nam się  jakieś wydarzenie... trudno, nie samą szkołą człowiek żyje. Nie chcę mieć pretensji i żali  do szkoły, że żyć nie da. Dlatego radykalnie do zadań nie podchodzę. Nie zależy mi na  czerwonym pasku córki na zakończenie klasy, nie zależy mi na pochwałach jej na forum, bo wiem, że moje dziecko naprawdę daje z siebie 100 % na tyle ile jest w stanie.   Pod koniec wakacji bawiła się "w szkołę", to też o czymś świadczy. Zadania mają utrwalić  wiedzę dzieci albo pomóc w utrudnieniach, ale nie można dać się zwariować i żyć tylko tym. Trzeba zachować zdrowy dystans. Jak do wszystkiego.


Brak komentarzy:

Copyright © 2016 NiecoDziennik Mamy , Blogger