sobota, 12 maja 2018

Balonowe stemple





Materiały które są potrzebne to balony, kartki papieru i farby.

   Balony najlepiej jeśli są małe. Ja  tym razem wykorzystałam te na wodę, pamiętajcie jednak, że praktycznie są nie do nadmuchania, dlatego lepiej mieć pompkę do balonów. Jeśli macie te standardowe urodzinowe balony to nie dmuchajcie ich za bardzo, mają być wygodne do trzymania w dłoniach (przez) dzieci. Fajne wzory odbijecie, jeśli balony będą mieć teksturę, głównie zgrubienia, wychodzi wówczas ciekawy efekt, inny niż przy gładkich balonach jednolitych.
  Kolejną kwestią są farby. Najlepiej wykorzystać te lejące typu Tempery. Na ostatnich zajęciach w Junior Clubie niestety nie miałam takich i wyciągałam pędzelkiem przyschnięte plakatówki :) ale daliśmy radę.




Na czym polega arteterapeutyczny wymiar tej techniki?

  • daje upust negatywnym emocjom, dzięki kolorom możemy poprawić nastrój, wiadomo zielony uspokaja. Jasne kolory mają pozytywne znaczenie. Ciskanie balonami w kartkę również może podziałać wyciszająco, dzieci wyładowują na niej swoją energię, siłę; 
  • daje okazję do radości. Kiedy dzieci odkrywają jakie wzory  wychodzą z odciskania balonami wprawiają się w zachwyt; jest to dla nich wspaniała zabawa. 
Poza tym
  • można nauczyć rozpoznawania dziecko  kolorów podstawowych, można również nauczyć  efektu ich łączenia  np. wybieracie kolor farbki czerwony oraz żółty, dziecko balonem miesza je, odbija i wychodzi?... Pomarańczowy, brawo! :) A czerwony i niebieski? Fioletowy ? :) przekonajcie się w zabawie, polecam :)
  • Pięknie pracuje obręcz barkowa jeśli mamy przed sobą duży arkusz papieru i dziecko musi się wychylać w celu nabrania farby a także wrócić ręką na papier. 

Taki papier można pozostawić do wyschnięcia i ... wykorzystać na np.: zrobienie wachlarzyków, papieru ozdobnego, pudełka - co kto woli co lubi.




środa, 18 kwietnia 2018

Art & Craft Playset





Dziś chciałam zachęcić Was, Rodzice, do zabawy z dzieckiem za pomocą  z zestawu Art& Craft Playset. 

Jest to pudełko pełne  tzw."grzybków" różnej wielkości i kolorów. Zadaniem dziecka jest wczepienie ich w część dziurkowaną opakowania tak, aby powstał wybrany przez nie obrazek. Można w ten sposób przedstawić konkretne rzeczy, czynności, krajobraz, zwierzaki: domek, bieganie, łódkę na wodzie, słońce, pieska, itp. itd. Wymieniać można dalej, w nieskończoność, możliwości jest mnóstwo, a tak naprawdę o tym co powstanie decyduje energia i kreatywność dziecka.





Można skorzystać z gotowych wzorów, jest ich bardzo dużo. Na opakowaniu producenta widnieje informacja o 16. 


Zestaw przeznaczony jest dla dzieci powyżej 3 lat z uwagi na małe elementy jakie zawiera. Myślę jednak, że warto próbować pobawić się tym wcześniej. Te drobne elementy może już starać się wkładać dziecko 2,5 letnie. Ono jeszcze samodzielnie nie stworzy mozaiki, ale już będzie trenowało planowanie siły w ręce, chwyt pęsetkowy o którym wspomniałam niżej, w zaletach.
Młodsze dzieci mogą także trenować siłę w palcach  wypychając wczepione grzybki przez dorosłego. Pracują tutaj intensywnie palce wskazujące lub kciuki. Oczywiście nie muszę przypominać o zachowaniu wyjątkowej ostrożności i uwagi przy dziecku bardzo małym aby nie zadławiło się drobiazgiem z gry.





Zalety zestawu:
dziecko:

  • skupia uwagę;
  • uruchamia kreatywne myślenie (kiedy nie korzysta ze wzorów 👍);
  • nazywa kolory;
  • odróżnia wielkości;
  • trenuje i utrwala chwyt pęsetkowy, bardzo istotny dla prawidłowego utrzymywania kredki, z czasem długopisu;
  • przelicza ilość;
  • klasyfikuje, przelicza, porównuje liczebność zbiorów (dzieci starsze).



Miłej zabawy i kreatywnych pomysłów w tworzeniu :)

niedziela, 25 marca 2018










Sezon wiosennych wariacji podwórkowych rodzinnie rozpoczęliśmy koszem :) jednak prawdziwe wyzwanie ...

niedziela, 11 lutego 2018

Dlaczego z dzieckiem warto grać w szachy?



Nie wiem skąd w człowieku  bierze się gotowość do pewnych rzeczy. Jak to się dzieje, że czasem nie można sobie z czymś poradzić, do czegoś się zabrać, a w innym podejmujemy wyzwanie?   Pamiętam... kiedyś nie mogłam patrzeć na szachy. Nawet moja ówczesna sympatia usiłowała mnie nauczyć, pokazać co i jak, oznajmić zasady. To były katusze. Raczej chciałam o nich szybko zapomnieć. I zapomniałam, na długie lata :) Tak tak ... tak wyglądał u mnie ten o to początek. Dziś... no cóż, znowu zostałam przymuszona do nauki ;) ale... podchodzę do niego zupełnie z innej perspektywy, a  nauczycielem jest własne dziecko ;) Tak, moja ośmioletnia córa spowodowała, że  w końcu to ogarnęłam. Ahahahahahahha lepiej późno niż wcale podobno ;)  Oczywiście muszę cały czas doczytywać bo nie wszystko jeszcze wiemy  myślę jednak, że z czasem rozwiniemy się mistrzowsko  :)




Niezależnie od tego czy umiemy grać w szachy czy też nie,  warto podjąć wysiłek. Piszę to teraz olśniona. Szczerze... gdyby nie naturalna potrzeba mojej córki, pewnie bym dziś tak nie uważała zwłaszcza mając na uwadze pierwsze doświadczenia. 

Jeśli Twoje doświadczenia przypominają Ci moje, od razu mówię, nie zniechęcaj się i podejmij wyzwanie :) jestem przykładem, że uczyć można się z dzieckiem. Z pewnością przyniesie Wam to dużo przyjemności i wrażeń. Jeśli jednak grasz mistrzowsko nie czekaj aż dziecko samo poprosi. Myślę, że trzeci rok dziecka to akurat dobry moment by zacząć. Oczywiście nie mam tu na myśli konkretnych ustawień, znajomości figur,  pól i tego co to oznacza w grze,  itp, co jedynie swobodną zabawę figurami, bardziej zachęcanie go do obcowania z nimi,  oswajanie dziecka. Kto wie, może akurat rozbudzisz w nim ciekawość? Na zasady przyjdzie czas, przecież gotowość zależy od indywidualnego rozwoju dziecka. Warto jednak wiedzieć, że ten czas poświęcony na zabawę i naukę zaprocentuje  konkretną wiedzą i umiejętnościami. Napiszę na przykładzie moich doświadczeń z Nadulą, która dzięki tej grze:

● skupia uwagę, 
● uczy się planowania, 
● nabiera odporności emocjonalnej, 
● uruchamia logiczne myślenie. 

Szachy potrafią również cieszyć oko. Na naszej ostatniej wycieczce w Krakowie widzieliśmy pięknie zdobione, spore gabarytowo szachy. Mistrzowskie wykonanie, kunszt. Świeciły różnymi kolorami farb, połyskiwały. Aż chciało się je mieć. Wszystkie! Obiecałam sobie zakupić córce nowe,  pięknie zdobione szachy. Koniecznie.




Szachy to doskonała okazja do wspólnie spędzanego czasu i jednoczesnego  wpływu na rozwój intelektualny dziecka. Nic więc dziwnego, że od wieków nie gaśnie ich popularność a one same noszą miano królewskich.

niedziela, 4 lutego 2018

Fotorelacja Kraków 2018


Dziś chciałam pokazać Wam kawałeczek Krakowa. Pewnie część z Was była i może pomyśleć, że to słabe albo niepotrzebne, ale powiem tak: każdy ma swoją perspektywę i te same miejsca mogą zostać przedstawione inaczej z racji  subiektywizmu autora. Dlatego chciałam dziś pokazać co mnie w tym mieście urzekło :)

Właściwie wszystko zaczęło się od Naduli, która zainspirowana wiadomościami o Krakowie ze szkoły chciała bardzo zobaczyć kilka jego miejsc, głównie słynnego Smoka Wawelskiego i Wawel.
Ferie były idealnym momentem na realizację pragnienia.



    Widok z Wawelu. Poniżej również:

 









Mogę tu z miejsca od razu polecić Hostel Hollywood przy Zwierzynieckiej. Po po pierwsze jest blisko centrum, co ma ogromne znaczenie jeśli jedzie się z dzieckiem i po drugie:  gdy wybieracie się zimą :)




Żeby jednak nie było za pięknie i idealnie muszę powiedzieć, że śniadania były po prostu beznadziejne. Najtańsza wędlina, dżem, który moim zdaniem powinien być sztukowany w plastikowych pudełeczkach a nie w słoikach. Przecież każdy może włożyć oblizany nóż czy łyżkę. Nie, śniadania były totalnym, w mojej ocenie, niepowodzeniem. I nie polecam w tym miejscu. Lepiej zrobić sobie kupić produkty i zrobić we własnym zakresie.



Centrum naszej dawniejszej stolicy obfituje w totalną przestrzeń, która mnie urzeka. W zasadzie każde polskie miasto ma piękne Rynki i okolice, i nie potrafię wskazać, które byłoby bardziej wyjątkowe od drugiego. Polska  piękna jest cała przecież :)



Zachęcam do zwiedzenia podziemnej trasy Rynku Głównego, gdzie można zobaczyć Kraków sprzed wieków, jak wyglądało osadnictwo, handel, narzędzia z okresu średniowiecza. Wystawy są również multimedialne dzięki którym przyjemnie się ogląda i nabywa informacje. Wspaniały archeologiczny fragment wiedzy.



Warto zejść w podziemia rynku krakowskiego by przyjrzeć się z bliska śladom historii. Wiedzę o niej dzieci zdobywają przede wszystkim na lekcjach w szkole, ale kształtując w nich świadomość narodową warto brać przewodnik i zabrać je właśnie w konkretne miejsca. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie...











Moja perełka. Nie mogłam przejść obojętnie. W zasadzie ubolewam, że nie weszłam do środka. Lubię zapach takich miejsc. Jak byłam kiedyś przejazdem w Krakowie, zatrzymałam się po broszurę kierunków uczelnianych do wyboru. Rozważałam podjęcie studiów na Jagielonce. Ostatecznie Moją Alma Mater nie był Uniwersytet Jagielloński a  Uniwersytet Wrocławski :)





W drodze na Kazimierz. Żałuję, że akurat doszłam porą wieczorową. Oglądając zdjęcia w Internecie widziałam jego piękno za dnia. Zmęczenie i wychłodzenie też dawało się we znaki. Zdążyłam jednak zrobić kilka fotek dla upamiętnienia tego niezwykłego miejsca. Być może uda się jeszcze kiedyś wpaść na tę dzielnicę i móc pozwiedzać ją dokładniej :)













I szczegół cieszący oko: w różnych kawiarniach pełno ludzi  czytających: prasę, książki, pracujących przy laptopie z mnóstwem notatek. Lubię taki widok :) Trzy dni, które spędziłam w Krakowie był zbyt krótkim czasem na dostrzeżenie wszystkiego,  mogłyśmy łapać jedynie chwile, fragmenty. A dla córki to był czas w sam raz :) Jak widać perspektywa poszerza się z czasem.

Mam nadzieję, że moje dziecko będzie ciekawe świata i życia. Że nie spocznie jedynie na życiu praca - dom. Chciałabym aby szybko odkryła w swym życiu do czego zmierza i znalazła sprzymierzeńca rozumiejącego jej potrzeby.







środa, 24 stycznia 2018

Dzień Babci i Dziadka w PGE Turów Zgorzelec





Pomysł na zajęcia plastyczne: ramka na Dzień Babci i Dziadka.

Tak się zastanawiałam co by tu zrobić z moimi dzieciakami na zajęciach, co można byłoby wykorzystać z posiadanych zasobów. Rozejrzałam się, poszperałam w swoich  koszach pełnych wspaniałości plastycznych i voila! 

Materiały:

  • kolorowy blok techniczny / brystol
  • białe karki formatu A6 - jakie zresztą chcecie, byleby nie były większe od karki z kolorowego bloku :)
  • klej Wikol lub klej na gorąco
  • klej biurowy
  • ozdóbki, które zazwyczaj mamy w domu: guziki, kawałki kolorowego papieru, broszki stare i kolczyki, tasiemki itp - najlepiej wszystko co mieniące się.

                Idealna praca dla dziewczynek - dużo mieniących się drobiazgów zachęciło do przebierania, wybierania i ozdabiana prac. Ponieważ zbliżał się styczniowy Dzień Babci i Dziadka    postanowiłam z dzieciakami w Junior Clubie zrobić  takie ramki.   A że tym razem zespół był w większości dziewczęcy wspaniale się złożyło, dziewczynki były zachwycone, i ja również z powodu ich radości :)





Kartki z bloku przedarłam na pół. Dziewczynki dostały białe karteczki na których miały namalować podobiznę babci lub dziadka albo cokolwiek, co sobie chcą. Rysunek zwykłym biurowym klejem miały przykleić na środkową kartkę bloku technicznego. 



W ten sposób, naturalnie,  powstała ramka, którą należało już tylko przyozdobić. Pędzelkiem rozsmarowałam fragmentarycznie i po kolei kawałki ramki a moje dziewczyny mocowały świecidełka. Klej bardzo szybko schnie  stąd trzeba po kawałku go rozprowadzać a nie od razu na całość ramki.








Klej Wikol po wyschnięciu zanika więc można go śmiało rozprowadzać na kartce nie obawiając się białych plam. O jednym należy pamiętać: potrzebuje trochę czasu by złapać materiał. Nam zajmowało to ok. 10 minut.



Tu poniżej widać jak prawie zniknął. Już niewiele go widać na powierzchni ramki.









          Brawo dla talentu moich zdolnych dziewcząt, które wspaniale poradziły sobie z zadaniem. Ich postacie są piękne :) 

Prawda?

wtorek, 16 stycznia 2018

Daję Mu i nie czuję się z tym źle




     Może na wstępie zamiast rozważań przejdę od razu do konkretów i zapytam czymże Cię tak drażni pomoc organizowana przez Jurka Owsiaka i jego fundację? Zawsze staram się zrozumieć działania człowieka, znaleźć jakiś motyw dla którego zadziałał on w ten a nie inny sposób. Naprawdę staram się od dawien dawna uświęcić każdego pomimo największych wad jakimi na co dzień straszy. Jednak nie umiem jeszcze zrozumieć skąd tyle hejtu, nienawiści wobec akurat tej inicjatywy? Pozwól mi to wyjaśnić, wypowiedz się, bo naprawdę nie mogę tego pojąć!

      Są ludzie, którzy na różnych forach i portalach społecznościowych piszą, żeby ten, kto- gdyby zaszła taka ewentualność - jest tej akcji przeciwny, odmówił leczenia sprzętem zakupionym przez WOŚP. Jestem takim hasłom totalnie przeciwna bo wiem, że wola życia u człowieka jest ogromna.  Prędzej ten hasłowiec będzie prosił o wybaczenie i o leczenie aniżeli o pozwolenie mu "zejścia" z powodu logo serduszka na aparaturze. Może to trochę upraszczam jednak wiem, że doceniamy swe życie zbyt późno, najczęściej kiedy tracimy zdrowie. I wtedy właśnie zaczyna nam bardzo na życiu zależeć.






       Poza wielkim darem jaki Jurek Owsiak przekazuje w postaci sprzętu, jest jeszcze coś,  co mnie naprawdę chwyta za serce. To ten cały kontekst społeczny! Te wspaniałe uśmiechnięte twarze! To, że dostajesz serducho  pomimo, że nie wrzucasz do puszki wielkich kwot, dajesz ile możesz a i tak jesteś częścią czegoś wielkiego, tego wydarzenia o ogromnym znaczeniu. Zaangażowanie ludzi nie zna granic, gdzieniegdzie zaprasza się wolontariuszy na herbatkę, a to na czekoladę na gorąco! No jest klimat i ludzie potrafią być naprawdę dla siebie wspaniali, najlepsi :)
 Czy jest w tym coś złego? Jak można tego nie doceniać?


 https://www.facebook.com/photo.php?fbid=794920524034081&set=p.794920524034081&type=3&theater

        Dobrych przykładów można znajdować wiele. Dlatego przykro się czyta kiedy znajomi na facebooku toczą pianę przeciwko temu  przedsięwzięciu, i jeszcze bardziej, kiedy ludzie władzy naszej obecnej publicznie informują: Akcje charytatywne są po to, by pomagać potrzebującym, a nie dla nierozumnej promocji tych, którzy je organizują.Każda pomoc bezinteresowna, płynąca z serca, jest bezcenna. Pomagajmy z pokorą, w poszanowaniu dla tych, którzy na tę pomoc czekają. Wielki szacunek dla pomagających - Beata Szydło na Twiterze.


         Nie zgadzam się, dlaczego z pokorą? Owsiak działa w poszanowaniu najmłodszych członków społeczeństwa - bezradnych, potrzebujących dorosłego człowieka by przeżyć! Czy nie o to właśnie chodzi Państwu PiS?

Orkiestra to radość! 
To spontaniczność!

Ona nie może przybrać smutnej twarzy, nie byłaby sobą...



Zdj. Alex Hockett:  https://unsplash.com/photos/GiP2H_SKh7E

Nie od dziś oddziały neonatologiczne stanowią  cel  skupienia i działania Fundacji Owsiaka. Dzięki temu mamy 1160 inkubatorów, 367 stanowisk do resuscytacji oraz 344 monitorów do pomiaru parametrów życiowych noworodków. Brzmi naprawdę zadowalająco ! 

Panie Jurku całym sercem jestem za Inicjatywą, wsparciem dla Was. To co robicie jest wspaniałym wzorem dla młodego pokolenia, które w dzisiejszych czasach rzadko kiedy ma okazję  poważnie się jednoczyć. Wiem, że Pan tego nie przeczyta, ale wierzę w tę wspaniałą energię, która krąży i do Pana trafia, trzyma i nie opuszcza. 



Źródło: https://www.wosp.org.pl/final/26-final
https://www.facebook.com/wosp/
https://twitter.com/BeataSzydlo?lang=pl



sobota, 2 grudnia 2017

Początek z pedagogiką specjalną

   Rozpoczynam właśnie  przygodę z kolejną częścią pedagogiki. Tym razem specjalną. Specyfika mojej pracy niejako to "wymusiła". Całkiem niedawno byłam przekonana, że praca z dziećmi upośledzonymi nie jest dla mnie, że przerosłaby mnie. A teraz denerwuje mnie nawet słowo upośledzony. 

   Minął rok odkąd pracuję w placówce, można tak powiedzieć, integracyjnej (nie ma statutu takowej :/  ) I dużo się zmieniało w moich spostrzeżeniach, odczuciach, sposobach pracy i rozumienia dzieci dysfunkcyjnych. Występujący niestety brak cierpliwości przekształcał się w zrozumienie. Poirytowanie ustępowało akceptacji. Dotarło do nie: nie wszystko rozumiesz. Nie wiesz dlaczego jedno dziecko zasłania uszy przy odkurzaczu a inne krzyczy gdy odbierasz u patyczek który obraca  w kółko. Aż w końcu podjęłam decyzję: idę na studia. Przecież chcę rozumieć, wiedzieć jak pracować. Chcę być rzetelna i pomocna. Moje zrozumienie im się należy. A później usłyszałam prywatne stanowisko wykładowczynie, że w obecnych czasach oligofrenopedagogikę powinien przejść każdy nauczyciel. I słusznie. 

11.11. odbył się mój pierwszy zjazd. Było tak jak powinno być. Dużo cennych informacji i piękne wprowadzenie w tematykę. Jedna z wykładowczyń w którymś momencie zaproponowała nam do przeczytania  książkę pt. Dzieci głęboko niezrozumiałe - Małgorzaty Kwiatkowskiej. Tak już mam, że moim sposobem na naukę są emocje, dlatego to do mnie trafiło tak prosto.  Autorka wprowadza czytelnika w świat Kacperków, tak nazywa dzieci dysfunkcyjne, upośledzone w różnym stopniu. I przedstawia rzeczywistość z perspektywy takiego dziecka.

Przeczytajcie fragment:

" Zanim spotkasz się z Kacperkami, których będziesz miał nauczać, chcę zaproponować Ci wyprawę w świat nieznany - świat dziecka upośledzonego, odrzuconego, niezrozumianego [...] Spróbuj poleżeć bez ruchu godzinę, dwie, cały dzień - trochę boli, prawda? Każdy stojący człowiek oglądany z tej pozycji jest po prostu brzydki - ma długie nogi bez żadnego wyrazu, później optycznie skrócony korpus, a najdalej jest twarz. Może czasem te twarze uśmiechają się, ale nie widać tego dokładnie. Twarze najbliższych można odczytać, bo niekiedy pochylają się Całe otoczenie jest inne - meble pod spodem nie są malowane, wystają różne śruby... Przez okno widać tylko niebo trudno więc znać takie pojęcia jak trawa, piasek, drzewo, rzeka...".

Chwyta za serce? Zapoznajcie się z nią. Rzadko można ją dostać ale  myślę, że znajdziecie pozycję w bibliotekach pedagogicznych. Obowiązkowo powinna znaleźć się na półce pedagoga specjalnego. Zwłaszcza początkującego. Zatem jest idealna dla mnie.
Każdy rozdział mówi o czymś istotnym. To nie jest jednak pozycja wielce naukowa, gdzie będziecie czytać sztampowe regułki. Tu dowiecie się jak poprzez czynnik sprawczy i emocjonalny.



Zdjęcie z zasobów Internetu, poniżej link.

https://www.google.pl/search?q=dzieci+g%C5%82%C4%99boko+niezrozumiane+kwiatkowska&rlz=1C1GGRV_enPL751PL752&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiKpYbVssbXAhWJ5xoKHU9mAR4Q_AUICigB&biw=1366&bih=637

W rozdziale III książki można się przekonać czy rzeczywiście jesteśmy autentycznymi nauczycielami ale również czy jesteśmy ludźmi godnymi tego tytułu? Być ludzkim wcale nie jest takie proste...

   Z pewnością to spotkanie z pedagogiką specjalną nauczyło mnie nie zarzekać się na zawsze, że w czymś się nie sprawdzę, czegoś nie pokocham, w czymś nie będę dobra. W każdym momencie życia spełniamy się w czymś innym, ale nie wiemy  dokąd nasza ścieżka zawodowa nas poprowadzi. Nie wolno nam się zamykać na nowe, wmawiać sobie ograniczenia. Nasze głowy powinny być wolne, otwarte, a serca szczere, pełne gotowości do poświęceń i dawania  najlepszego tym, którzy tego bardzo potrzebują.

  Nie wiem jak potoczą się moje losy z oligofrenopedagogiką. Na pewno przede mną bity rok nauki. I pracy z dziećmi w przedszkolu. Więc będę tu miała swój czas i myślę, troszkę do powiedzenia.

wtorek, 14 listopada 2017

Proste czynności dla bliskości, czyli jak spędzać dobrze czas z dzieckiem do 12 miesiąca życia







Kołysanki
Kołysanie, bujanie  z wykorzystaniem spokojnej muzyki z pewnością sprawi dziecku przyjemność. Jeszcze nie tak dawno odczuwało podobny ruch w macicy. Dźwięk, muzyka, rytm... wpływają na dobre samopoczucie. W tym temacie można eksperymentować, poszukiwać swoich ulubionych "uspokajaczy".


Pielęgnacje
Z czym Wam się kojarzą? Z pewnością widzicie tu wanienkę, mydełko, oliwkę i wszelkie inne pachnące asortymenty stosowane podczas kąpieli. Ale pielęgnacja niejedno ma imię - może również wskazywać na inne przyjemne rytuały: rozmowę, głaskanie, nucenie. Najważniejszy jest kontakt, bliskość, relacja - po prostu bycie razem, dzięki czemu wszyscy czujemy się kochani i bezpieczni.

Bzz, bzz
Palcem wskazującym zataczaj koła w powietrzu coraz bardziej zbliżając się do dziecka. Mów do niego: "Leci pszczółka, leci, bzzz, bzzz prosto pod... paszkę". Uśmiechaj się, stwarzaj wesołą atmosferę. Można tu wymyślać do woli miejsca, w które dolatuje pszczółka: uszko, nosek, nóżka. Najważniejsze: przyjemność i dobra zabawa. Już widzę tę uśmiechniętą buźkę, piszczącą radośnie.

Słomka i oddech
Już to widzisz? Masz słomkę w którą dmuchasz strumień powietrza. Kieruj go delikatnie na różne partie ciałka Twojego dziecka. Mów do niego co robisz i na jakiej części ciała.

Halo, usłysz mnie
Kiedy niemowlę leży w łóżeczku na pleckach przejdź na jedną stronę łóżka i zawołaj je po imieniu. Gdy się odwróci zrób dokładnie to samo po jego drugiej stronie. Trenujcie te reakcje, są ważne. Brak reakcji na dźwięk powinien być niepokojący. Za każdym razem kiedy dziecko Cię usłyszy uśmiechnij się do niego, pogłaszcz je.



Piosenka inscenizacyjna
Zbliżając się do dziecka wyrecytuj mu wierszyk albo go zaśpiewaj:

Ręce do machania
Nóżki do skakania
Palce do liczenia
A zęby do mycia.
Głowa do kiwania.
Uszy do słuchania.
Oczy do mrugania.
Usta do śpiewania.

Przy wymienianiu wskazywanych części ciała całuj je, przytulaj, ściskaj.




Turlanie
Ćwiczenie na miarę Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne

Potrzebne będą kocyk i ... ostrożność dorosłego :) Unieś delikatnie jeden bok kocyka aż dziecko lekko przechyli się w bok. Obracaj dzieckiem na bok, mów do niego co robisz. Pomagaj sobie dłońmi.
Kiedy dziecko obraca się na plecach przytrzymuj delikatnie główkę. Ćwiczenie dobre dla dzieci między 3 a 6 miesiącem życia.

Mięciutkie i milutkie
Ta zabawa ma charakter relaksujący. Połóż dziecko na pleckach i nakryj je delikatną apaszką, chustą. Opisuj głośno jak przyjemny jest dotyk materiałem. Zmień pozycje z plecków na brzuszek.


Wierszyk na dobranoc

Małe dzieci mrużą już oczka
małym dzieciom już chce się spać.
Już do okien zbliża się nocka
będzie cichutko śpiewać i grać.
Siwa chmurka po niebie płynie,
siwy ptaszek za oknem śpi,
siwy świerszczyk zasnął w kominie,
zaśnij laleczko, śpij i Ty.



Miłego przytulania całowania, dotykania, po prostu duuuuużżżżżo czułości!!!


Inspirację oraz pomysły zabaw zaczerpnęłam z książki: "Zabawy z niemowlakiem na każdy dzień. 365 gier i zabaw dla dzieci w wieku 0-12 miesięcy". Najlepszy poradnik dla rodziców. Jackie Silberg.
Zdjęcia pochodzą ze strony https://unsplash.com/

niedziela, 22 października 2017

Czarny bez na przeziębienie


     Od pewnego czasu jestem zwolenniczką stosowania naturalnych środków zapobiegawczych przeziębieniu i chorobom tzw. jesiennego okresu. Zdecydowanie do moich ulubionych należą imbir, mocna herbata z miodem i cytryną, syrop przeciwkaszlowy na bazie tymianku, cytryny miodu i czosnku. Te wszystkie wymienione składniki wspaniale wpływają na zatrzymanie postępowania choroby. Sama ostatnio walczyłam z ostrym przeziębieniem, pojawiły się bóle gardła przy przełykaniu - wówczas wypiłam herbatę z dużą ilością tartego, świeżego imbiru, co podziałało napotnie i pokonało ból gardła. Niewątpliwie w zwalczeniu przeziębienia pomógł dodatek soku z czarnego bzu, który po raz pierwszy wżyciu przygotowałam samodzielnie, no prawie, bo oczywiście gdyby nie wspaniała nauka mojej koleżanki Alicji, która krok po kroku  wtajemniczała mnie w przygotowanie tego wspaniałego soku, nie umiałabym go przyrządzać i korzystałabym dalej z gotowych ziaren zakupionych w sklepie zielarskim. Oczywiście nic nie mam przeciwko, bo są również wartościowe, nie mniej jednak warto wykonać sok samodzielnie - dla wiedzy. Ponadto przeznaczyłyśmy całe na to popołudnie, mogłyśmy pobyć razem, pogadać i spędzić wspaniale czas, radośnie i kreatywnie :)



         Czarny bez Sambucus nigra występuje  w przyrodzie nie od dziś - już w epoce kamienia był znaną rośliną. Najczęściej rośnie na polach i w lasach.
Pod koniec maja zrywa się kwiaty, a w sierpniu  owoce, są wówczas dojrzałe o czym świadczy ich czarny kolor. 
Czarny bez ma działanie moczopędne, napotne, wykrztuszające i oczyszczające. Nie powinno spożywać się surowych jagód czarnego bzu - mają właściwości toksyczne - mogą wywołać mdłości. Bez należy spożywać po ugotowaniu. W naszym domu pijemy go z herbatą.

Czarny bez służy do przyrządzania naparów, odwarów, kompresów i kąpieli. Jagody pomocne są w bólach reumatycznych, łagodząc dolegliwości. Sok poprawia pracę jelit, kwiaty działają przeciwgorączkowo. 





    Istnieje   niebezpieczna  odmiana czarnego bzu - dziki bez hebd mający ok,. 1 metra wysokości, jego kwiaty wyrastają na szczytach pędów i kierują się ku górze. Kwiaty czarnego bzu - odwrotnie, zwisają w dół.


     Ugniatanie stopami - początkowo był opór przed nowym doświadczeniem, ale później się okazało się świetną zabawą :) Dziś mamy kilka słoików zapasu na sezon. Podobno powinno się pić bez jedynie początkiem jesieni gdyż później już nie spełnia swego odpornościowego zadania, ale ja uważam troszkę inaczej - pijmy cały sezon jesienno - zimowy. Choćby dla smaku i wyrazistości herbaty :)




Bez w zabobonach:


  • Rzekomo Cyganie kiedy mają gorączkę idą pod bez recytując właściwą formułkę i wówczas ona spada. 
  • Krzyż z gałązek bzu był zawieszany nad oborą by chronić bydło przed czarownicami. 
Literatura:
Domowy przewodnik po roślinach i roślinnych lekach naszych babć - Pierrette Nardo wydawnictwo Jedność.
Eliksiry dla zdrowia i urody- dobre rady naszych babć - wyd. Jedność Erika Lais.



piątek, 6 października 2017

Zadania domowe



Co tak naprawdę myślę o zadaniach domowych?
Nie gniewam się na nauczycieli, że je zadają. Celem prac domowych jest wspomaganie nauczyciela w jego pracy dydaktycznej. Ale czy to dla niego się uczą się dzieci? W ostatnim czasie coraz więcej i częściej słyszę o głosach sprzeciwu wobec zadań, i sądząc powierzchownie zadania są stratą czasu, co więcej kolidują z rodzinnymi okolicznościami, planami itp. A ja w zadaniach domowych widzę plusy. Moim zdaniem uczą systematyczności, organizacji pracy, odpowiedzialności. Jeśli teraz nauczę swoje dziecko obowiązku wykonywania zadań szkolnych, później przełoży się to na naukę w klasach starszych, podejście do studiów a w konsekwencji i pracy. Tak to dzisiaj widzę. Poza tym wiem, że to jest nasz czas, wspólny, kiedy jej pomagam, wiem, że nie zostawiam jej samej. Zresztą nie mogę jej zostawić, bo druga strona medalu tej sprawy to totalne lenistwo mojej kochanej córeczki. Gdybym tylko pozwoliła jej na odrobinę luzu, skorzystałaby z tego dobrodziejstwa na maksa. U nas musi być to system i proces. Współpraca.  I tu się pojawia kwestia czy dziecko, nawet jeśli ma zadania domowe, powinno odrabiać je samodzielnie czy z pomocą rodzica. Czy powinien on ingerować w lekcje? Jeśli pozostawiałbym córkę z zadaniem do wykonania przez nią samodzielnie mam dwie różne opcje: sukces lub porażka. A lenistwo jest gorsze od głupoty, dlatego wolę delikatnie ją kontrolować: zaczynamy czytać treść, omawiamy i później pozostawiam jej czas do wypełnienia. Pierwszeństwo w rozwiązaniu zadania ma dziecko. Ja jestem tłem. Są czasem nerwy, złość, a czasem jest po prostu ok. Ale dzięki tym sytuacjom wiem na jakim rzeczywiście jest poziome rozumienia zadań. Znam jej podejście do materiału. Wiem, czy czy szóstka z ćwiczeń klasowych jest wynikiem autentycznych umiejętności czy zeza do kolegi. I wiem to nie z opowieści nauczyciela, które mają charakter subiektywny, lecz dlatego, że poświęcam jej mój czas.Dla mnie to ważne. Zadania domowe z drugiej strony potrafią wywołać rozdrażnienie, nie ukrywam, że czasem jestem niezadowolona, bo miałam plany na popołudnie a tu kilka zadań do przerobienia z matmy. Staram się to jakoś w głowie przewartościować. Jeśli następnego dnia dostanie negatywną ocenę ale wiedziałyśmy obie, że tak będzie, bo szykuje nam się  jakieś wydarzenie... trudno, nie samą szkołą człowiek żyje. Nie chcę mieć pretensji i żali  do szkoły, że żyć nie da. Dlatego radykalnie do zadań nie podchodzę. Nie zależy mi na  czerwonym pasku córki na zakończenie klasy, nie zależy mi na pochwałach jej na forum, bo wiem, że moje dziecko naprawdę daje z siebie 100 % na tyle ile jest w stanie.   Pod koniec wakacji bawiła się "w szkołę", to też o czymś świadczy. Zadania mają utrwalić  wiedzę dzieci albo pomóc w utrudnieniach, ale nie można dać się zwariować i żyć tylko tym. Trzeba zachować zdrowy dystans. Jak do wszystkiego.


sobota, 23 września 2017

Na niepogodę placki z cukinii

     Za oknem szaro, gdzieniegdzie krople deszczu uderzają o parapet. Wbrew pozorom wcale nie straszna mi taka pogoda. Zwłaszcza, że w kuchni temperatura gorąca. W powietrzu unosi się aromat czarnego pieprzu, czosnku i soli. Uwielbiam, kiedy tak pachnie. Uwielbiam cukinię w każdej formie. Dziś w mojej kuchni ta wspaniała roślina występuje w postaci złotych placków a la ziemniaczane.

sobota, 9 września 2017

Przednoworoczne postanowienia


     W tym roku nie miałam zaplanowanego urlopu. Splot zdarzeń zadecydował, że nie udało się wyruszyć w odległe rejony. Raczej organizowałam się wycieczkowo, w pobliżu zamieszkania, takie wakacje w regionie. Ale nie szkodzi, bo było kilka chwil wyciszenia, relaksu i przemyśleń. W związku z tym powstał plan TWP - Trening Wytrwałości w Postanowieniach, czyli  określenie czego mi potrzeba jak i tego  co należy mi w życiu szkodzi  wyeliminować, np. zła dieta, gonitwa za czasem, stres.
W ramach mojego TWP znalazło się:
  • Uprawianie sportu
     Dopóki będzie to możliwe będę jeździć na rowerze. Oczywiście razem z córką, która jazdę rowerem pokochała - zwłaszcza po terenach pagórkowatych w dół :) Obie czerpiemy przyjemności z wiatru we włosach i na ciele. Poza tym kręci nas odkrywanie nowych miejsc. Spacer nie byłby dla nas tak porywający. Zdecydowanie stawiamy na rower. Fitness jest kolejnym rodzajem wysiłku. Bardzo dobrym. Mam możliwość zabierania córki ze sobą co jest mega otwarciem się do matek samotnie wychowujących dziecko, czyli w sumie dla mnie można tak to ująć. W okresie wakacyjnym z uwagi na wyjazdy i przerwy ze strony trenerki nie ćwiczyłam regularnie, ale to się zmieni od września :)




  • Dbanie o spokój i relaks

      Eh, życie zajmuje nam sporo czasu :) ciągle jest coś do wykonania: rano trzeba wstać, pójść do pracy, później odebrać dziecko ze szkoły, zrobić obiad, lekcje z dzieckiem, dwa razy w tygodniu zaprowadzić je na pozaszkolne zajęcie dodatkowe. W międzyczasie jeszcze własny trening, przecież dla siebie też coś musi być :) Wszystko w każdym razie choć przeze mnie lubiane to jednak wyczerpujące. 

                                                  Co dla przeciwwagi? 

       Medytacja, praca z oddechem. Tu akurat możemy trenować razem z dziećmi. Jakiś czas temu kupiłam Uważność i spokój żabki autorstwa Eline Snel czyli trening spokoju, opanowania.  Do książki dołączona jest płyta - w końcu to trening. Moim zdaniem sprzyja w budowaniu więzi, wspólnej relacji z dzieckiem. Oczywiście jako jeden ze sposobów :)

Więcej o uważności możecie poczytać na blogach:

  1. http://kreatywnik.bloog.pl/id,354278667,title,Uwaznosc-i-spokoj-zabki,index.html?smoybbtticaid=619aa0
  2. http://www.dzwoneczkowa.pl/2016/06/uwaznosc-i-spokoj-zabki-eline-snel.html
     Mnie bardzo relaksuje Gyan Mudra. Kiedy mogę być sama dla siebie wówczas korzystam z tego rodzaju medytacji. To mój taniec ducha.

Wygląda to w następujący sposób:


    foto:https://www.harisingh.com/ScienceOfMudra.htm



Siadamy prosto, ręce kładziemy na kolanach, swobodnie. Oddychamy. Można jedną rękę, prawą opierać na kolanie a lewą ulokować na klatce piersiowej. Oddech wciągamy nosem i nosem wypuszczamy powietrze. Bez pośpiechu. Wdech... wydech. Pamiętamy o prostych plecach. Trenujemy oddech przez 3 minuty. maksymalnie pół godziny. Tak zaleca z kolei Agnieszka Maciąg  http://agnieszkamaciag.pl/medytacja-spokojnego-serca/ Polecam jej bloga każdemu kto lubi zaglądać wgłąb siebie, poszukiwać własnego ja, wyciszać się. Lubię do niej zajrzeć, warto. 

A tak to wygląda  u mnie :)


foto: incognito 

     Ponadto  relaksuje mnie czytanie o runach i Tarot. Najlepsze są wieczory, kiedy mogę po całym dniu robienia czegokolwiek  usiąść i skupić się na sobie i... wyciągnąć kartę. Czasami przy tym wypić lampkę wina, choć częściej polecam dobrą herbatę,  :D najlepiej białą, pyszna :)

  • Mniej kawy więcej wody i dobrej gatunkowo herbaty
      Zdecydowanie organizmowi należy się więcej dobrych płynów. Od 9.08 robię cykl 30 dni picia wody - 1,5 l do 2 dziennie. Zainspirowała mnie pewna osoba:

      Następnie zadbam o rezygnację choćby czasową z innych szkodliwych substancji (kolorowe napoje, fast foody) Taki cykl nie ma być jakąś katorżniczą wojną z samą sobą, jednak zauważyłam, że dzięki dobrej diecie, inaczej się myśli, rusza: lżej. To mi się bardzo podoba. Stawianie sobie wyzwań wzmacnia charakter. Podoba mi się to i widzę w tym sens. 



Popularne posty