sierpnia 16, 2015

Le petite prince, czyli powrót do utraconego dzieciństwa








Mały Książę to tyuł filmu w reżyserii M. Osborne'a z wykorzystaniem historii Małego Księcia wg książki Antoine Saint Exupéry’ego.


Książka 

Była jedną z piękniejszych jakie czytałam jeszcze w podstawówce. Kupiłam ją nawet. Niestety nie zachowała mi się. Bardzo żałuję, że nie 
mam jej w swoich zbiorach lektur. Zasługuje na swoje miejsce na półce. 


Film


Dla sześciolatków zdecydowanie za wcześnie w sensie rozumienia pewnych zależności, odniesień, metafor i symboliki. Byłam w kinie  ze swoją sześciolatką, i połowę kontekstu obyczajowego  z seansu musiałam przetłumaczyć na myślenie przedszkolne. No, jest też druga strona tej sytuacji: uwrażliwienie młodego człowieka. Wierzę, że pewien pierwiastek przekazu tej animacji utkwi w Jej głowie, i zacznie kiełkować w odpowiednim czasie. Dlatego nie uważam aby ten czas  byl totalnie stracony.

Poza tym zapytała czy poczytamy Małego Księcia. Oczywiście, że tak. Będziemy do Niego z pewnością powracać.W książce, Mały Książę spotyka na różnych planetach dziwnie zachowujących się i równie dziwacznie myślących ludzi. Jest dzieckiem, więc nie rozumie irracjonalności ich działań. Często sami dorośli tego nie rozumieją.








W filmie historia została poserzona o wątek przyjaźni  dziewczynki i starszego  Pana Pilota. Ich relacja pomaga dziewczynce odkryć urok dzieciństwa, którego podstawą jest wielka potęga wyobraźni, a staruszkowi daje tę zwykłą radość przebywania z drugą osobą. 

Film jest subtelną opowieścią o ludzkich relacjach, o wartościach jakich zdaje się czasami w pędzie życia zapominać. Na szczęście nie wszystkim. Nie taki diabeł straszny jak go malują :) Tak, o pewnych rzeczach już nie pamiętamy, z pewnych wyrośliśmy.  Historie naszych przeżyć zacierają się, bo człowiek zapomina.   Ale  nasze małe Skarby już zatroszczą się o przywrócenie pamięci. Każdemu. Bo nikt mi nie powie, i nikt nie zaprzeczy, że  każdym oku dorosłego można dojrzeć błysk psocenia. A dzieci mają ten spryt, że w nas to odkrywają, chociaż by po części :)








I film, i książka przeogromnie uwrażliwiają na bycie człowiekiem. A cóż to znaczy nim być? Chyba każdy ma swoją definicję. Dla mnie oznacza autentyczność i szacunek dla własnego i obcego ciała i umysłu. Trudne z tego wynikają działania, bo coraz częściej zapomina człowiek, że zwierzęciem jest, ale niewyłącznie. Ale to tak na marginesie :)











Dlatego  wybierzcie się na film, by przypomnieć sobie jak to było kiedyś. Kto jest przyjacielem, i ile zostało z odległego świata dzieciństwa. 










Wszystkie obrazki przedstawiające Małego Ksiecia zaczerpnięte zostały z Internetu (Google). Nie służą celom komercyjnym. 

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 NiecoDziennik Mamy , Blogger